Prawie, bo na szczęście z mojej torebki nic nie zginęło. Zasada jest taka wsiadasz do zatłoczonego autobusu, w którym ktoś ci rozcina torebkę i wyjmuje z niej to, co mu potrzeba względnie zbiera to, co z niej wyleciało. Autobus najlepiej, żeby był prywatny, w prywatnych autobusach to konduktor przedziera się do Ciebie, a nie ty do konduktora i pewnie jest to jedna z przyczyn, dla których w prywatnych jest ciaśniej. Druga, to pewnie taka, że prywatny nie ruszy z miejsca póki nie pęka w szwach, a państwowe mają po prostu swój rozkład jazdy i tak jeżdżą.
Ja zrobiłam błąd - wsiadłam do zatłoczonego prywatnego autobusu, w którym ktoś (czytaj - złodziej) rozciął mi torebkę, ale ku jego zaskoczeniu, a mojejmu zadowoleniu z torebki nic nie wypadło. Dalej nie zdążył nawet niczego wyjąć, w zasadzie to nie wiem jak to się stało, że nic dosłownie nic z mojej torebki nie zginęło, a miałam w niej portfel, telefon i aparat fotograficzny, który chciałam oddać do serwisu na CP (serwis jak można było przewidzieć, znaczy w Europie możnaby było przewidzieć, był w sobotę zamknięty, więc będę musiała udać się tam w poniedziałek, względnie mogę kupić nowy aparat fotograficzny, a ten zabrać do domu i oddać do naprawy w Warszawie, co jest o tyle korzystne, że aparat jest na gwarancji jeszcze przez najbliższy rok). Zapomniałam dodać, że w torebce miałam też książką, gazetą, szal i totalny bałagan - zakładam, że ten ostatni czynnik mógł przyczynić się do udaremnienie kradzieży. Bałagan polega na tym, że nawet ja mam problemy, żeby cokolwiek w mojej torbie znaleźć a co dopiero taki złodziej ma zrobić. Druga rzecz, że ja cały czas trzymałam rękę na torbie, więc możliwe, że po prostu poczułam, że coś z torbą jest nie tak, jak mi ją przecinali i od razu wzięłąm ją do przodu. Nie da się ukryć, że w całym tym nieszczęściu miałam dużo szczęścia. Co więcej mam dziwne wrażenie, że próbowano mnie okraść nie raz, a dwa razy, bo torba jest przecięta w tylnej części z dwóch stron, więc albo nie zauważyłam, że ktoś mi ją kilka razy pociął, albo pan, który właśnie szybko opuszczał kolejny autobus, w momencie, gdy ja do niego wsiadałam, i który zachaczył (?) o moją torebkę, również postanowił przeciąć ją nożem w celu znanym. Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zrobiłam było włożenie ręki do dziury i sprawdzenie, czy wszystko jest, portfel wyczułam od razu, uff co za ulga, teraz gdzie jest komórka? Na szczęście też była. Dalej jak się wydostać z autobusu zanim, ktoś mnie naprawdę okradnie - też się udało. Później jeden ze studentów na MDI zapytał się mnie, czy złóżyłam skargę - 'wiesz chciałam jak najszybciej wyjść z autobusu i sprawdzić czy nic nie zginęło zwłaszcza, że
najważniejsza rzecz - portfel - był.'
Do zapamiętania - nie wsiadać nigdy w Indiach do zatłoczonych prywatnych autobusów.
Do zrbienia - kupić na lotnisku w Helsinkach nową torbę Longchampa - drogie to, ale przynajmniej antywłamaniowe. :)
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
6 comments:
Studiujesz w Delhi?
bryyyyzi...
A kiedy wracasz? Jakoś tak straaasznie długo cię już nie ma :)
niekonwencjonalna strona, zobacz moją!
Bombowy wpis. Dzięki.
rewelacyjna strona, spójrz na moją!
Poprzedni wpis bardziej mi się podobał.
Post a Comment