Prawie, bo na szczęście z mojej torebki nic nie zginęło. Zasada jest taka wsiadasz do zatłoczonego autobusu, w którym ktoś ci rozcina torebkę i wyjmuje z niej to, co mu potrzeba względnie zbiera to, co z niej wyleciało. Autobus najlepiej, żeby był prywatny, w prywatnych autobusach to konduktor przedziera się do Ciebie, a nie ty do konduktora i pewnie jest to jedna z przyczyn, dla których w prywatnych jest ciaśniej. Druga, to pewnie taka, że prywatny nie ruszy z miejsca póki nie pęka w szwach, a państwowe mają po prostu swój rozkład jazdy i tak jeżdżą.
Ja zrobiłam błąd - wsiadłam do zatłoczonego prywatnego autobusu, w którym ktoś (czytaj - złodziej) rozciął mi torebkę, ale ku jego zaskoczeniu, a mojejmu zadowoleniu z torebki nic nie wypadło. Dalej nie zdążył nawet niczego wyjąć, w zasadzie to nie wiem jak to się stało, że nic dosłownie nic z mojej torebki nie zginęło, a miałam w niej portfel, telefon i aparat fotograficzny, który chciałam oddać do serwisu na CP (serwis jak można było przewidzieć, znaczy w Europie możnaby było przewidzieć, był w sobotę zamknięty, więc będę musiała udać się tam w poniedziałek, względnie mogę kupić nowy aparat fotograficzny, a ten zabrać do domu i oddać do naprawy w Warszawie, co jest o tyle korzystne, że aparat jest na gwarancji jeszcze przez najbliższy rok). Zapomniałam dodać, że w torebce miałam też książką, gazetą, szal i totalny bałagan - zakładam, że ten ostatni czynnik mógł przyczynić się do udaremnienie kradzieży. Bałagan polega na tym, że nawet ja mam problemy, żeby cokolwiek w mojej torbie znaleźć a co dopiero taki złodziej ma zrobić. Druga rzecz, że ja cały czas trzymałam rękę na torbie, więc możliwe, że po prostu poczułam, że coś z torbą jest nie tak, jak mi ją przecinali i od razu wzięłąm ją do przodu. Nie da się ukryć, że w całym tym nieszczęściu miałam dużo szczęścia. Co więcej mam dziwne wrażenie, że próbowano mnie okraść nie raz, a dwa razy, bo torba jest przecięta w tylnej części z dwóch stron, więc albo nie zauważyłam, że ktoś mi ją kilka razy pociął, albo pan, który właśnie szybko opuszczał kolejny autobus, w momencie, gdy ja do niego wsiadałam, i który zachaczył (?) o moją torebkę, również postanowił przeciąć ją nożem w celu znanym. Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zrobiłam było włożenie ręki do dziury i sprawdzenie, czy wszystko jest, portfel wyczułam od razu, uff co za ulga, teraz gdzie jest komórka? Na szczęście też była. Dalej jak się wydostać z autobusu zanim, ktoś mnie naprawdę okradnie - też się udało. Później jeden ze studentów na MDI zapytał się mnie, czy złóżyłam skargę - 'wiesz chciałam jak najszybciej wyjść z autobusu i sprawdzić czy nic nie zginęło zwłaszcza, że
najważniejsza rzecz - portfel - był.'
Do zapamiętania - nie wsiadać nigdy w Indiach do zatłoczonych prywatnych autobusów.
Do zrbienia - kupić na lotnisku w Helsinkach nową torbę Longchampa - drogie to, ale przynajmniej antywłamaniowe. :)
Saturday, December 13, 2008
Saturday, December 6, 2008
Dlaczego mnie budzą o 4 rano?
Nie, nie zamamówiłam budzenia, nigdzie się nie wybieram, jedyne co chcę, to spać spokojnie do 9-10 rano, bo położyłam się po pierwszej - zwykła rzecz na MDI. Mówią - 'MDI never sleeps' - może, ale ja mam zwyczaj spać o 4 rano, może komuś się to wydać dziwne, ale wcale nie mam wrażenia, że przesypiam całe życie. Wręcz przeciwnie, czuję, że mogę bardziej życiem się cieszyć, gdy się wyśpię. Więc budzą mnie o czwartej rano. A w zasadzie to budzi mnie pan w czerwonej kurteczce z poprzedniego Imperium (taki event na MDI, co się co roku w listopadzie/grudniu odbywa). Najprawdopodobniej pan był również mocno niezadowolony z faktu, że musiał kogoś o 4 nad ranem budzić i mocno speszony całą sytuacją, ale kazano mu to musi. Nie na MDI nie było pożaru (swoją drogą jaki kolor ma tu strój strażacki? - nieważne kurteczka i tak była z Imperium i ze strażą nie miała nic wspólnego), nie nikt nie zginął, nie zdarzyło się nic złego. Pan z niewiadomych przyczyn (albo jego zwierzchnik*) chciał się dowiedzieć - do kiedy zostanę, ile osób jest w pokoju (tak jedna - Jana moja roommate wyjechała w piątek rano), ile osób jest w pokoju naprzeciwko (jedna, Laura wyjechała wczoraj wieczorem). Kiedy wyjeżdża Constanza - we wtorek? Jaki jest kontakt do Costi, bo nie ma jej w pokoju - nie podam, bo nie mam do niej telefonu, a nie powiem panu, żeby sobie szukał w drugim akademiku. :P Nie będę udawała, że poziom angielskiego osoby, która mnie obudziła, wystarczał do uzyskania ode mnie tak szczegółowych informacji. W celu rozwiązania problemów komunikacyjnych o 4 rano została również obudzona jedna z miejscowych studentek. W zasadzie nie mam zielonego pojęcia jaki był cel budzenia mnie o 4 rano, bo nikt do mojego pokoju się nie sprowadził, Costi jest nadal sama. Kiedy wyjeżdżam pytało mnie już dwóch panów wczoraj popołudniu, w związku z opłatą za jedzenie i nie wiem czym jeszcze, a przed chwilą, ktoś znowu pytał Costi na korytarzu, kiedy wyjeżdża. Kiedy dojdzie wreszcie do waszej wiadomości, że we wtorek! Poza tym co ja mogę zrobić o 4 rano, nie spakuję się i nie przeniosę do innego pokoju, jeżeli mój jest akurat komuś potrzebny, nie wymknę się cichaczem, żeby za jedzenie nie płacić, więc po co mnie budzić i jeszcze kilka innych osób?
*Względnie ktoś przyjechał i potrzebował pokoju, ale jak wiadomo na MDI nikt nie wie, kto kiedy wyjeżdża i przyjeżdża, jak na uczelnię, która ma kształcić młodych menadżerów, to standard zarządzania akademikiem jest porażający.
*Względnie ktoś przyjechał i potrzebował pokoju, ale jak wiadomo na MDI nikt nie wie, kto kiedy wyjeżdża i przyjeżdża, jak na uczelnię, która ma kształcić młodych menadżerów, to standard zarządzania akademikiem jest porażający.
Friday, November 28, 2008
Rishikesh
Czyli rafting, czyli jestem cała mokra i jest fajnie. Jeżeli ktoś z was jeszcze nie próbował rafting, a wybiera się na dłuższy czas do północnych Indii, to polecam Rishikesh. Ponad 3 godz. rafting po Gangesie nie powinien kosztować więcej niż 700-750Rs a zabawa jest przednia. Dodatkowy atut, to to, że Rishikesh jest stosunkowo blisko Delhi, jadąc nocnym autobusem - odjeżdża około 8:30 z dworca Kashmiri Gate (państwowy z A/C, nie dajcie się naciągnąć na prywatne - cena jest taka sama, ale standard gorszy) - można dojechać na tyle wcześnie, by się jeszcze trochę rano przespać. Jedyne co, to trzeba się w takim wypadku mocno targować, żeby za hotel o 3-4 w nocy za dużo nie przepłacić. Następnie koło południa wyjeżdżamy na rafting, a w pokoju z powrotem jesteśmy około 4-5 tej. Krótki rafting nie jest nadzwyczaj wymagający i każdy może spróbować, o ile tylko nie boi się doszczętnie zmoczyć :P.
Drugie oblicze Rishikeshu, to aśramy i żebrzący starcy/mędrcy, bo Rishikesh jak większość miast nad Gangesem jest miejscem bardziej religijno-pielgrzymkowym niż turystycznym. Ludzie przyjeżdżają tu by odwiedzić święte wody Gangesu, pomodlić się do bóstwa, oderwać się od świata doczesnego. Aśramów jest tu wręcz zatrzęsienie, podobnie jak Europejczyków poszukujących nowej duchowości i tym podobnych rzeczy. Wśród nich pewnie również spora rzesza fanów Beatlesów, bo to właśnie oni, a John Lenon w szczególności, odkryli Rishikesh dla świata zachodniego. Zatem niech żyje New Age. :P
| From Rishikesh |
Drugie oblicze Rishikeshu, to aśramy i żebrzący starcy/mędrcy, bo Rishikesh jak większość miast nad Gangesem jest miejscem bardziej religijno-pielgrzymkowym niż turystycznym. Ludzie przyjeżdżają tu by odwiedzić święte wody Gangesu, pomodlić się do bóstwa, oderwać się od świata doczesnego. Aśramów jest tu wręcz zatrzęsienie, podobnie jak Europejczyków poszukujących nowej duchowości i tym podobnych rzeczy. Wśród nich pewnie również spora rzesza fanów Beatlesów, bo to właśnie oni, a John Lenon w szczególności, odkryli Rishikesh dla świata zachodniego. Zatem niech żyje New Age. :P
Wednesday, November 12, 2008
Trochę o Shimli
Ja już chyba wspominałam Shimla jest bardzo europejska - nic w tym dziwnego, w końcu zbudowali ją Brytyjczycy. Główny deptak "The Mall" mógłby się znajdować w dowolnym miejscu w na wyspach i tylko wygląd spacerujących po nim osób wskazuje, że mimo wszystko nie jesteśmy w "dobrej, starej" Anglii.
MScandalw Shimli, o których wartcenrtumieć.
Scandal Point - czyli de facto centrum miasta, stąd możemy podejść do Christ Church, który w nocy jest przepięknie oświetlony, gdy natomiast zobaczymy go w ciągu dnia od razu pojawia się pytanie, po cHimachalaPradeshenergii elektrycznej (ale w Himachal ChristhChurch jest dostatek). Dołem poniżej Christ Church biegnie wspomniany już "The Mall" deptak z sklepami dla turystów i sprzedaScandalukurydzy oraz innych smakoskandalowy Scandal Point zawdzięcza pewnemu skandalowy towarzyskiemu, który miał miejsce za czasów British Raj. Otóż z tego właśnie miejsca Maharaja Patiali miał porwać córkę wicekróla (generalnego gubernatora) Indii, która to młoda dama wpadła mu w oko. To czy "porwanie" miało charakter dobrowolny czy przymusowy, to już inna sprawa, ale scandal był i to się liczy.
Viceregal Lounge, czyli obecny Indian Institute of Advanced Studies - przzepiękny budynek w otoczeniu zieleni, LonelyPlanet opisuje go jako skrzyżowanie Hogwartu z Tower of London, co według mnie jest przesadą. Jeżeli nie dla piękna architektury (wiem przesadzam) i przepych wnętrza (w zasadzie korytarza), miejsce to warto odwiedzić z uwagi na jego znaczenie historyczne, tu bowiem ważyły się laosy niepodległych Indii i Pakistanu.
Shimla to piękne miasto, a żeby zachować jej charakter władze wprowadziły pewne ograniczenia budowlane, i tak zaostrzone zostały procedury uzyskania pozwolenie na budowę nowego domu, a wszystkie nowe inwestycje nie mogą być Shimli niż 2-3 piętra.
Tyle mniej więcej o Shimli, dawno tam byłam i trochę już po drodze pozapominałam :(, ale za bloga trzeba się wziąć i go uzupełnić za nim zacznę na dobre podróżować, o ile zacznę, bo na razie wszelkie plany wyglądają mgliście :(. W zasadzie to tylko moja room-mate exchangeęcej wie czego chce i z kim, reszta exchange najpierw jedzie do Pakistanu, a potem w planach ma wielkie nic, znaczy coś im się po drodze wyklaruje, ale zanim się to stanie ja muszę sobie coś zaplanować. Na razie wstępny plGurgaon taki, że do 16-17 grudnia zostaję w Gurgaon i szukaMumbaiuiałów doMumbaiuerki, a potem jadę do Mumbaiu - co w Mumbaiu, to zależy od tego czy będę sama, czy będę miała towarzystwo, w piewszym przypadku jadę odwiedzić znajomych w Pune, w drugim to się Mumbaiua miejscu.
Media podają, że ataki w Mumbaiu już się skończyły i dobrze, mam nadzieję, że miasto szybko otrząśnie się po tragedii.
Dla wyjaśnienia notka ma datę 12 listopada, bo wtedy ją zaczełam pisać, dokończyłam dziś 29 listopada, w dniu kiedy zakończyły się walki z terorystami w Mumbaiu.
![]() |
| FromFromHinachalPradeshPradeshHinachalShimliPradeshShimli Pradesh |
MScandalw Shimli, o których wartcenrtumieć.
Scandal Point - czyli de facto centrum miasta, stąd możemy podejść do Christ Church, który w nocy jest przepięknie oświetlony, gdy natomiast zobaczymy go w ciągu dnia od razu pojawia się pytanie, po cHimachalaPradeshenergii elektrycznej (ale w Himachal ChristhChurch jest dostatek). Dołem poniżej Christ Church biegnie wspomniany już "The Mall" deptak z sklepami dla turystów i sprzedaScandalukurydzy oraz innych smakoskandalowy Scandal Point zawdzięcza pewnemu skandalowy towarzyskiemu, który miał miejsce za czasów British Raj. Otóż z tego właśnie miejsca Maharaja Patiali miał porwać córkę wicekróla (generalnego gubernatora) Indii, która to młoda dama wpadła mu w oko. To czy "porwanie" miało charakter dobrowolny czy przymusowy, to już inna sprawa, ale scandal był i to się liczy.
Viceregal Lounge, czyli obecny Indian Institute of Advanced Studies - przzepiękny budynek w otoczeniu zieleni, LonelyPlanet opisuje go jako skrzyżowanie Hogwartu z Tower of London, co według mnie jest przesadą. Jeżeli nie dla piękna architektury (wiem przesadzam) i przepych wnętrza (w zasadzie korytarza), miejsce to warto odwiedzić z uwagi na jego znaczenie historyczne, tu bowiem ważyły się laosy niepodległych Indii i Pakistanu.
Shimla to piękne miasto, a żeby zachować jej charakter władze wprowadziły pewne ograniczenia budowlane, i tak zaostrzone zostały procedury uzyskania pozwolenie na budowę nowego domu, a wszystkie nowe inwestycje nie mogą być Shimli niż 2-3 piętra.
Tyle mniej więcej o Shimli, dawno tam byłam i trochę już po drodze pozapominałam :(, ale za bloga trzeba się wziąć i go uzupełnić za nim zacznę na dobre podróżować, o ile zacznę, bo na razie wszelkie plany wyglądają mgliście :(. W zasadzie to tylko moja room-mate exchangeęcej wie czego chce i z kim, reszta exchange najpierw jedzie do Pakistanu, a potem w planach ma wielkie nic, znaczy coś im się po drodze wyklaruje, ale zanim się to stanie ja muszę sobie coś zaplanować. Na razie wstępny plGurgaon taki, że do 16-17 grudnia zostaję w Gurgaon i szukaMumbaiuiałów doMumbaiuerki, a potem jadę do Mumbaiu - co w Mumbaiu, to zależy od tego czy będę sama, czy będę miała towarzystwo, w piewszym przypadku jadę odwiedzić znajomych w Pune, w drugim to się Mumbaiua miejscu.
Media podają, że ataki w Mumbaiu już się skończyły i dobrze, mam nadzieję, że miasto szybko otrząśnie się po tragedii.
Dla wyjaśnienia notka ma datę 12 listopada, bo wtedy ją zaczełam pisać, dokończyłam dziś 29 listopada, w dniu kiedy zakończyły się walki z terorystami w Mumbaiu.
Thursday, November 6, 2008
Himachal Pradesh - uzupełnienie
Ostatnią notkę zakończyłam na Shimli, czyli de facto na samym początku naszej wyprawy. Z Shimli wieczorem pojechaliśmy do Rampuru, gdzie przenocowaliśmy w hoteliku bez wody, bo w mieście była awaria, 220Rs za pokój. Kubełek wody, kiedy ma się za sobą nocleg w pociągu, a przed sobą perspektywę nie mycia się przez najbliższych kilka dni, nie jest tym o czym człowiek by marzył, ale po 23 w Indiach (podobnie jak w każdym innym kraju) czasami trudno o coś lepszego. Bierzesz to, co jest albo czekasz do świtu.
Drogę do Bagipul miejscami z trudem można było nazwać wązką, do tej pory nie wiem jak na niej się mieści autobus, ale widać się mieści skoro udało nam się przejechać i to nawet dwa razy :).
Podejrzenia, że kubełek wody będzie ostatnim kubełkiem na najbliższych kilka dni okazały się słuszne w momencie, gdy wieczorem dotarliśmy do Forest Guesthous, który okzał się być w zasadzie miejscem noclegu podczas jatry, corocznej pielgrzymki na Shirhkand Mahadev odbywanej w lipcu i sierpniu, wtedy szlak musi być naprawdę uczęszczany, o czym świadczą pozostawione wzdłóż całej drogi papierki (stwierdzenie, że w górach się nie śmieci zdaje się nie sprawiać na nikim dużego wrażenia), miejsca po obozowiskach, a także doskonałe oznakowanie szlaku. W pozostałym okresie Forest Guesthouse działa w zasadzie na telefon po wcześniejszym umówieniu się.
Dokładny opis wspinaczki mogę chyba pominąć i skoncentrować się na własnych odczuciach (tak kobiety podobno lubią pisać o sobie, więc niech będzie, że o sobie piszę :P), jeżeli komuś zależy na szczegółach to pragnę odesłać do strony Radka i Bogny, doką z resztą zawsze chętnie odsyłam. :)
Kiedyś przeczytałam (było to, w którymś wydaniu "Podróży"), że w Tatrach w jeden dzień można przejść trzy doliny, a w Himalajach jedną doliną idzie się przez trzy dni i jest to prawda, z tym, że na jedną niezbyt jak na Himalaje wysoką (raptem około 5200m npm) górę trzeba się wspinać też przez 3 dni. Różnice wysokości w Himalajach są zarówno piękne jak i przerażające. Piękne są ponad 100m wysokości wodospady i widok ośnieżonych szczytów w górze i pokrytej lasem doliny w dole. Przerażające, gdy człowiek zaczyna się zastanawiać jak daleko jest od wszelkiej cywilizacji (choć zasięg telefonii komórkowej na trasach pielgrzymkowych jest doskonały, ostatni raz byłam w stanie wysłać smsa na prawie 4000m w okolicach Kali Gati - odsyłam do mapy na stronie Radka), a przede wszystkim jak wysoko musi jeszcze wejść. Ponad 1500 m różnicy wysokości z dużym plecakiem jest już nielada wyczynem, ale to i tak dopiero połowa góry. Dla ścisłości uprzedzę, że na sam Shrikhand Mahadev nie udało nam się wejść, powodów było kilka - ograniczenie czasowe, brak drewna, problemy z aklimatyzacją (choroba wysokościowa zaczyna się od 3500 m npm, a my i tak spędziliśmy dwie noce powyżej tej wysokości), ogólne zmęczenie. To, że w ogóle zaszliśmy tak daleko zawdzięczamy naszemu tragarzowi i przyjacielowi Dinanathowi, który nie dość, że nosił dla nas część sprzętu, to przotrafił przyrządzić pyszny czaj i te jabłka, które miał w swoim worku. :) Poza tym Dinanath zaprosił nas, żebyśmy przenocowali u niego jak będziemy wracać, z czego później skorzystaliśmy. Nocleg w wiosce w Himachal Pradesh, to sama przyjemność, domy w tym rejonie są zbudowane na wysokim podpiwniczewniu, które pełni funkcję składu/obory. Część górna jest zazwyczaj drewniana ze spadzistym dachem. Kuchnia i łazienka, to dwa oddzielne budynki, przy czym łazienka zazwyczaj pozostaje nieużywana (ciekawe po co w takim razie jest?), przyczyna tego jest dość prosta. Jedynym źródłem bierzącej wody jest publiczny kran na głównym "placu" we wsi (czyli raptem jakieś 20-30m od domu), z kranu można przeciągnąć wąż, żeby napełnić banię na dachu łazienki. Problem w tym, że można to zrobić jedynie w nocy, ale po co skoro równie dobrze można przynieść sobie wiaderko wody na indywidualną kompiel.
Trójka dzieci naszego gospodarza, cała trójka chodzi do szkoły :).
Drogę do Bagipul miejscami z trudem można było nazwać wązką, do tej pory nie wiem jak na niej się mieści autobus, ale widać się mieści skoro udało nam się przejechać i to nawet dwa razy :).
![]() |
| From Hinachal Pradesh |
Podejrzenia, że kubełek wody będzie ostatnim kubełkiem na najbliższych kilka dni okazały się słuszne w momencie, gdy wieczorem dotarliśmy do Forest Guesthous, który okzał się być w zasadzie miejscem noclegu podczas jatry, corocznej pielgrzymki na Shirhkand Mahadev odbywanej w lipcu i sierpniu, wtedy szlak musi być naprawdę uczęszczany, o czym świadczą pozostawione wzdłóż całej drogi papierki (stwierdzenie, że w górach się nie śmieci zdaje się nie sprawiać na nikim dużego wrażenia), miejsca po obozowiskach, a także doskonałe oznakowanie szlaku. W pozostałym okresie Forest Guesthouse działa w zasadzie na telefon po wcześniejszym umówieniu się.
Dokładny opis wspinaczki mogę chyba pominąć i skoncentrować się na własnych odczuciach (tak kobiety podobno lubią pisać o sobie, więc niech będzie, że o sobie piszę :P), jeżeli komuś zależy na szczegółach to pragnę odesłać do strony Radka i Bogny, doką z resztą zawsze chętnie odsyłam. :)
Kiedyś przeczytałam (było to, w którymś wydaniu "Podróży"), że w Tatrach w jeden dzień można przejść trzy doliny, a w Himalajach jedną doliną idzie się przez trzy dni i jest to prawda, z tym, że na jedną niezbyt jak na Himalaje wysoką (raptem około 5200m npm) górę trzeba się wspinać też przez 3 dni. Różnice wysokości w Himalajach są zarówno piękne jak i przerażające. Piękne są ponad 100m wysokości wodospady i widok ośnieżonych szczytów w górze i pokrytej lasem doliny w dole. Przerażające, gdy człowiek zaczyna się zastanawiać jak daleko jest od wszelkiej cywilizacji (choć zasięg telefonii komórkowej na trasach pielgrzymkowych jest doskonały, ostatni raz byłam w stanie wysłać smsa na prawie 4000m w okolicach Kali Gati - odsyłam do mapy na stronie Radka), a przede wszystkim jak wysoko musi jeszcze wejść. Ponad 1500 m różnicy wysokości z dużym plecakiem jest już nielada wyczynem, ale to i tak dopiero połowa góry. Dla ścisłości uprzedzę, że na sam Shrikhand Mahadev nie udało nam się wejść, powodów było kilka - ograniczenie czasowe, brak drewna, problemy z aklimatyzacją (choroba wysokościowa zaczyna się od 3500 m npm, a my i tak spędziliśmy dwie noce powyżej tej wysokości), ogólne zmęczenie. To, że w ogóle zaszliśmy tak daleko zawdzięczamy naszemu tragarzowi i przyjacielowi Dinanathowi, który nie dość, że nosił dla nas część sprzętu, to przotrafił przyrządzić pyszny czaj i te jabłka, które miał w swoim worku. :) Poza tym Dinanath zaprosił nas, żebyśmy przenocowali u niego jak będziemy wracać, z czego później skorzystaliśmy. Nocleg w wiosce w Himachal Pradesh, to sama przyjemność, domy w tym rejonie są zbudowane na wysokim podpiwniczewniu, które pełni funkcję składu/obory. Część górna jest zazwyczaj drewniana ze spadzistym dachem. Kuchnia i łazienka, to dwa oddzielne budynki, przy czym łazienka zazwyczaj pozostaje nieużywana (ciekawe po co w takim razie jest?), przyczyna tego jest dość prosta. Jedynym źródłem bierzącej wody jest publiczny kran na głównym "placu" we wsi (czyli raptem jakieś 20-30m od domu), z kranu można przeciągnąć wąż, żeby napełnić banię na dachu łazienki. Problem w tym, że można to zrobić jedynie w nocy, ale po co skoro równie dobrze można przynieść sobie wiaderko wody na indywidualną kompiel.
![]() |
| From Hinachal Pradesh |
Trójka dzieci naszego gospodarza, cała trójka chodzi do szkoły :).
Dlaczego nie pojechałam do Udaipuru + dzień na uzupełnianie bloga
Cały tydzień cieszyłam się na weekendowy wyjazd do Udaipuru. Znawcy powiadają, że to najpiękniejsze miasto w Rajastanie, a jeżeli ktoś już w Rajastanie był, to wie, że należy się w takim razie dużo spodziewać. Niestety w środę dopadła mnie temperatura z niewielkimi dolegliwościami przewodu pokarmowego, które w ciągu nocy przerodziły się w trochę większe dolegliwości i tak cały czwartek przeleżałam w łóżku, czego efektem była decyzja, że do Udaipuru 12h autobusem nie jadę :(. Choć z perspektywy dnia dzisiejszego, to w zasadzie mogłabym pojechać, bo z całych dolegliwości został mi tylko ból głowy, który równie dobrze może być spowodowany stanem powietrza w Gurgaon, które nie jest pierwszej świerzości, a czasami mam wrażenie, że nawet drugiej nie jest.
Z racji, że z bóle głowy nie za bardzo jestem w stanie poświęcić się lekturze mądrych książek o tematyce biznesowo-marketingowej, postanowiłam wreszcie się wziąć za mojego bloga i uzupełnić ostatni miesiąc. Przyjamniej będzie jakaś korzyść z tego, że zostałam.
Z racji, że z bóle głowy nie za bardzo jestem w stanie poświęcić się lekturze mądrych książek o tematyce biznesowo-marketingowej, postanowiłam wreszcie się wziąć za mojego bloga i uzupełnić ostatni miesiąc. Przyjamniej będzie jakaś korzyść z tego, że zostałam.
Friday, October 17, 2008
Himachal Pradesh
...zanim przejdę do konkretów, chciałabym zachęcić do pisania komentarzy. Po pierwsze miło jest się dowiedzieć, że ktoś jednak twój blog czyta, po drugie chętnie usłyszałabym jakieś uwagi typu co jest tak, co jest nie tak. Pytania, wątpliwości. Jakiś feedback proszę, pisanie bloga jest przyjemne, ale są inne przyjemności w życiu niż pisanie bloga, którego nikt nie czyta.
Teraz zdawna obiecane wyjaśnienie, co robiłam podczas SPA (Summer Placement Activity).
W czwartek wieczorem czwórka "himalaistów", ja, Radek, Vilma i Giedrus (para Litwinów) pojechała do Delhi, nasz cel stary dworzec w Delhi i pociąg do Kalki, czyli miejsca przesiadki na kolejkę wąskotorową do Shimli. Jeżeli ktoś kiedykolwiek postanowiłby ułożyć listę miejsc najbardziej zatłoczonych w Indiach, to dowrec w Starym Delhi byłby zapewne w czołówce, dworzec w Nowym Delhi zresztą też. Ludzie leżą, stoją, czekają, przemieszczają się między peronami, kupują przekąski i napoje, Centralny przed weekendem majowym wydaje się przy tym wszystkim pusty i czysty, bo tutejszy zwyczaj rzucznia śmieci gdzie popadnie mogą docenić jedynie szczury (po torach biegały takie wielkości dobrze odrzywionego chomika polskiego). Tym razem nasza grupa z Europy Środkowo-Wschodniej podróżowała sleeperem, czyli najtańszą klasą, która zapewnia minimum komfortu, czyli możliwość przespania się i rezerwacji miejsc, nie zapewnia za to klimatyzacji (to akurat dobrze), pościeli (więc własny śpiwór niezbędny), porządnego sprzątania na początku trasy (tymbardziej śpiwór/pościel niezbędne).
Ważna informacja - z Delhi wyjechaliśmy i do Kalki dotarliśmy zgodnie z planem, czyli o godzinie 5:30 i tu czekał nas pociąg do Shimli, a w zasadzie dwa pociągi o 6:00 delux za 280Rs (ze śniadaniem) lub 6:30 za 34Rs przy czym o śniadanie trzeba było sobie zadbać indywidualnie, co w Indiach nie jest trudne, bo na stacji zakupić można różne pyszności (najczęściej smażone) z jednorazowego tależyka lub jednorazowej gazety, a czasem nawet eleganckiego styropianowego opakowania. Jedzenie jest tanie, smaczne i bezpieczne, bo a) obrobione termicznie, b) świerze, c) wegetariańskie, czyli nie ma tam żadnych łatwo psujących się rzeczy jak mięso, jedyne zastrzeżenia można mieć najwyżej do oleju, ale z drugiej strony w polskiej smarzelni różne rzeczy mogą człowieka czekać. Nie muszę chyba pisać, na którą opcję się zdecydowaliśmy - my ludzie z Europy Środkowo-Wschodniej.
Dworzec w Kalce - ale tu pusto.
Kalka-Shimla train (od 1903 roku)
Shimla, to stlica stanu Himachal Pradesh, niewielkie miasto jak na warunki indyjskie, bo około 200 tys. i bardzo czyste. Na gółwnym deptaku The Mall, co kilka metrów jest kosz na śmieci lub tabliczka przypominająca, że za śmiecenie można zapłacić nawet 500Rs (~27 zł), co nie jest tak mało biorądz pod uwagę, że obiad w porządnej restauracji kosztyuje do 200Rs (w New Plaza Restaurant - Middle Bazar, Shimla - polecam). Shimla polskiemu turyście przywodzi na myśl Zakopane, może z tą tylko różnicą, że Zakopane jest w kotlinie, natomiast Shimla umiejscowiła się na szczycie i zboczach góry - wyżej już nie było można.
Relacja ze wspinaczki będzie później, na razie zdjęcia.
Teraz zdawna obiecane wyjaśnienie, co robiłam podczas SPA (Summer Placement Activity).
W czwartek wieczorem czwórka "himalaistów", ja, Radek, Vilma i Giedrus (para Litwinów) pojechała do Delhi, nasz cel stary dworzec w Delhi i pociąg do Kalki, czyli miejsca przesiadki na kolejkę wąskotorową do Shimli. Jeżeli ktoś kiedykolwiek postanowiłby ułożyć listę miejsc najbardziej zatłoczonych w Indiach, to dowrec w Starym Delhi byłby zapewne w czołówce, dworzec w Nowym Delhi zresztą też. Ludzie leżą, stoją, czekają, przemieszczają się między peronami, kupują przekąski i napoje, Centralny przed weekendem majowym wydaje się przy tym wszystkim pusty i czysty, bo tutejszy zwyczaj rzucznia śmieci gdzie popadnie mogą docenić jedynie szczury (po torach biegały takie wielkości dobrze odrzywionego chomika polskiego). Tym razem nasza grupa z Europy Środkowo-Wschodniej podróżowała sleeperem, czyli najtańszą klasą, która zapewnia minimum komfortu, czyli możliwość przespania się i rezerwacji miejsc, nie zapewnia za to klimatyzacji (to akurat dobrze), pościeli (więc własny śpiwór niezbędny), porządnego sprzątania na początku trasy (tymbardziej śpiwór/pościel niezbędne).
Ważna informacja - z Delhi wyjechaliśmy i do Kalki dotarliśmy zgodnie z planem, czyli o godzinie 5:30 i tu czekał nas pociąg do Shimli, a w zasadzie dwa pociągi o 6:00 delux za 280Rs (ze śniadaniem) lub 6:30 za 34Rs przy czym o śniadanie trzeba było sobie zadbać indywidualnie, co w Indiach nie jest trudne, bo na stacji zakupić można różne pyszności (najczęściej smażone) z jednorazowego tależyka lub jednorazowej gazety, a czasem nawet eleganckiego styropianowego opakowania. Jedzenie jest tanie, smaczne i bezpieczne, bo a) obrobione termicznie, b) świerze, c) wegetariańskie, czyli nie ma tam żadnych łatwo psujących się rzeczy jak mięso, jedyne zastrzeżenia można mieć najwyżej do oleju, ale z drugiej strony w polskiej smarzelni różne rzeczy mogą człowieka czekać. Nie muszę chyba pisać, na którą opcję się zdecydowaliśmy - my ludzie z Europy Środkowo-Wschodniej.
![]() |
| From Hinachal Pradesh |
Dworzec w Kalce - ale tu pusto.
![]() |
| From Hinachal Pradesh |
Kalka-Shimla train (od 1903 roku)
Shimla, to stlica stanu Himachal Pradesh, niewielkie miasto jak na warunki indyjskie, bo około 200 tys. i bardzo czyste. Na gółwnym deptaku The Mall, co kilka metrów jest kosz na śmieci lub tabliczka przypominająca, że za śmiecenie można zapłacić nawet 500Rs (~27 zł), co nie jest tak mało biorądz pod uwagę, że obiad w porządnej restauracji kosztyuje do 200Rs (w New Plaza Restaurant - Middle Bazar, Shimla - polecam). Shimla polskiemu turyście przywodzi na myśl Zakopane, może z tą tylko różnicą, że Zakopane jest w kotlinie, natomiast Shimla umiejscowiła się na szczycie i zboczach góry - wyżej już nie było można.
![]() |
| From Hinachal Pradesh |
Relacja ze wspinaczki będzie później, na razie zdjęcia.
![]() |
| Hinachal Pradesh |
Subscribe to:
Posts (Atom)






